Władza, pieniądz czy ambicja?
Władza, pieniądz czy ambicja?
Media stają się coraz częściej metodą pracy organizacji pozarządowych czy też grup obywatelskich. Stworzyć gazetę, tę papierową, a tym bardziej elektroniczną, w dzisiejszych czasach nie jest trudno. Wystarczy determinacja i zaangażowanie dwóch, trzech osób. Jeśli są sprawne, mogą nawet pozyskać środki zewnętrzne. Czym więc są media prowadzone przez organizacje? Czy rzeczywiście mediami obywatelskimi?
W dużej mierze tak, ale… zawsze jest jakieś „ale”.
W grupie kilkudziesięciu telewizji prywatnych współpracujących z telewizją kablową Vectra dwie prowadzone są przez organizacje pozarządowe – fundację i stowarzyszenie. Jedyną znaną mi polską stacją radiową prowadzoną przez organizację pozarządową jest Radio El, prowadzone przez Towarzystwo Rozgłośni Radiowej. Dowodzi to, że media wymagające większej inwestycji mogą być prowadzone także przez inne podmioty niż wyłącznie firmy prywatne. Rodzi się tylko pytanie, czy organizacje je prowadzące nadal pozostają organizacjami pozarządowymi, czyli oddolnymi inicjatywami obywatelskimi? Z jednej strony posiadanie takiego medium pozwala na oddziaływanie na społeczność lokalną, a więc realizację określonej misji i rzeczywiście – budowę społeczeństwa obywatelskiego w swojej małej ojczyźnie. Można przecież otworzyć się (łamy, wizję czy fonię) na różne inicjatywy, grupy obywateli, promować i wspierać ruchy, działania obywatelskie. Z mojej obserwacji wynika jednak, że tak się nie dzieje. Jest bowiem kilka zagrożeń.
Pierwsze, to konieczność utrzymania się na rynku, a więc przestawienie priorytetów z pracy na rzecz społeczności na podejście ekonomiczne. Pogodzenie tych dwóch wymiarów jest bardzo trudne. O wiele częściej słyszy się o mediach rzeczywiście służących społeczności lokalnej, prowadzonych przez prywatne firmy. W mojej ocenie jest to biznes odpowiedzialny społecznie, na dodatek – media z misją.
Kolejne zagrożenie to upolitycznienie. Bardzo łatwo można bowiem dostać się – mając dostęp do kilkuset, kilku/kilkunastu/kilkudziesięciu tysięcy wyborców – w obszar wpływów politycznych. Pieniądze samorządu są pieniędzmi stosunkowo łatwo dostępnymi, pociągają za sobą jednak konkretne konsekwencje, skutkujące ograniczeniem samodzielności.
Czy media obywatelskie – typu telewizja, radio – mają szanse być niezależne, radzą sobie z zagrożeniami? Moim zdaniem nie. Najlepszym przykładem jest fakt, iż mało kto wie, że Radio El prowadzone jest przez organizację – nie tylko w Polsce czy regionie, również w samym mieście. Podobnie z telewizjami – dopiero kilka tygodni temu usłyszałem o ich istnieniu. W przypadku organizacji aktywnych, wyrazistych, realizujących określoną misję takich problemów nie ma – są one szeroko znane i to nie tylko w środowisku pozarządowym.
Ciekawym przykładem są media wydawane w formie papierowej – gdy spojrzy się na nie w skali kraju, część z nich prowadzonych jest przez organizacje. Podstawową ich cechą jest jednak linia programowa, wynikająca z relacji z władzami. Są więc dwa wybijające się nurty: współpraca z samorządem i opieranie się na jego środkach finansowych oraz opozycja w stosunku do samorządu i krytyka jego poczynań. Mediów realnie niezależnych jest mało, przynajmniej ja niewiele takich zaobserwowałem.
Dużo z kolei jest pism branżowych, prowadzonych przez organizacje. Nie poddają się one wpływom politycznym, gdyż najczęściej nie wchodzą w relacje z nimi. Zdarza się jednak, że poddają krytyce bądź chwalą konkretne działania administracji publicznej. Służy to jednak interesom danej „branży” – np. środowisk kultury, osób niepełnosprawnych, organizacji pozarządowych i innych. Do takich gazet należą m.in. „Pozarządowiec” czy „Razem z Tobą”.
Wydaje się jednak, że największą obecnie szansą dla mediów obywatelskich jest Internet. To on jest „ostoją” niezależnej myśli środowisk branżowych, społeczności lokalnych, inicjatyw obywatelskich. Ma bowiem kilka zalet. Po pierwsze, nie wymaga wielkich nakładów finansowych, by móc publikować swe opinie. Po drugie, dociera/może docierać do wielu osób. Takie medium to medium otwarte, interaktywne, które często zmienia relacje z „nadawcy do odbiorcy” na odbiorcę, który również tworzy komunikat. Ważną zaletą jest to, że media takie są w dużej mierze niezależne od wpływów politycznych. Maleje też zagrożenie przekształceniem organizacji w firmę nastawioną wyłącznie na zyski. Wprost przeciwnie, organizacja może prowadzić portal internetowy jako naturalne uzupełnienie swoich działań.
Mam jednak nadzieję, że organizacje pozarządowe będą podejmowały też wyzwania związane z mediami telewizyjnymi czy radiowymi. Głęboko wierzę, iż taki sposób przekazu może wzmocnić społeczeństwo obywatelskie, wzmocnić wizerunek społeczników i zachęcić do pracy na rzecz społeczności lokalnych. By być skutecznym w tym obszarze, należy jednak podjąć współpracę z lokalnymi partnerami, w tym zwłaszcza z firmami prywatnymi. Nie jest to łatwe, jednak istniejące dobre przykłady pokazują, że taka droga jest możliwa. Telewizja Obywatelska prowadzona przez ESWIP jest właśnie takim przykładem. Współpracuje z Telewizją Elbląską, emitując swoje produkcje. Dostępna jest też przez Internet – www.telewizjaobywatelska.org.pl. Swoje funkcjonowanie opiera na środkach projektowych, ale też na zaangażowaniu społecznym. Ten kierunek wydaje się być przyszłościowy. Wskazuje na to bowiem istnienie podobnych mediów w krajach Unii Europejskiej, połączonych w sieć Youth4Media. Czy jednak w Polsce nastąpi „erupcja” mediów obywatelskich, pokaże czas.
--
Bartłomiej Głuszak













